czwartek, 29 października, 2026

SZTUCZNA INTELIGENCJA W SŁUŻBIE LUDZKIEJ WRAŻLIWOŚCI. PODSUMOWANIE EKSPERYMENTU W MUZEUM NARODOWYM WE WROCŁAWIU.

We wrześniu w przestrzeniach Muzeum Narodowego we Wrocławiu zrealizowano odważny eksperyment „AI poprowadzi Cię ludzkimi ścieżkami sztuki”. Przeprowadzone doświadczenie miało odpowiedzieć na pytanie, czy sztuczna inteligencja może stać się subtelnym, emocjonalnym przewodnikiem, który otwiera sztukę na nową wrażliwość zwiedzających, nie zakłócając przy tym intymnego kontaktu z oryginalnym dziełem. Dziś znamy już twarde dane, opinie uczestników oraz wnioski z tego pilotażu.

O tym, jak technologia spotkała się z ludzkimi emocjami, rozmawiam z Maciejem Sobczakiem, prezesem imprv.ai, pomysłodawcą rozwiązania technologicznego i organizatorem doświadczenia.

Maciej Sobczak, prezes imprv.ai, pomysłodawca rozwiązania technologicznego i organizator doświadczenia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

Zaczynaliście od śmiałej tezy, że sztuczna inteligencja pod nadzorem ekspertów może stworzyć osobistego przewodnika po sztuce dla każdego odwiedzającego muzeum. Jak narodziła się ta koncepcja?

Maciej Sobczak: Koncepcja zrodziła się z obserwacji dwóch zderzających się ze sobą światów. Z jednej strony muzea dysponują olbrzymim zasobem treści i historii, ale bardzo skromnymi narzędziami, by opowiedzieć o nich każdemu odbiorcy z osobna. Tradycyjny audioprzewodnik obejmuje zaledwie kilkadziesiąt wybranych arcydzieł, a krótki podpis na ścianie serwuje każdemu dokładnie tę samą, suchą informację. Kurator czy edukator nie może przecież stać przy każdym obrazie i towarzyszyć każdemu zwiedzającemu.

Z drugiej strony widzieliśmy wyraźną zmianę w samych odbiorcach, zwłaszcza wśród młodszych pokoleń, które w muzeum nie szukają wykładu z historii sztuki, lecz bezpiecznej przestrzeni, wyciszenia i osobistego rezonansu emocjonalnego. Zadaliśmy sobie proste pytanie: czy technologia może dać każdemu odwiedzającemu przestrzeń muzealną indywidualnego przewodnika, który zna obiekty z ekspozycji, mówi językiem emocji, a nie epok i delikatnie prowadzi wzrok po detalach, nie odciągając przy tym uwagi od samego obrazu? Tak powstały Ścieżki Sztuki – jako próba połączenia wrażliwości człowieka z możliwościami sztucznej inteligencji.

Jak wyglądały kulisy przygotowań do wrześniowego eksperymentu? Co dokładnie musieliście zrobić, zanim pierwsza osoba skorzystała ze spersonalizowanej ścieżki zwiedzania w gmachu głównym Muzeum Narodowego we Wrocławiu?

Maciej Sobczak: Prace wymagały stworzenia solidnych fundamentów technologicznych, które dla zwiedzającego pozostają całkowicie niewidoczne, ale decydują o komforcie odbioru. Przede wszystkim stworzyliśmy system. W kolejnym kroku zaimportowaliśmy do niego cyfrową kolekcję muzeum obejmującą 2 288 obiektów oraz precyzyjnie odwzorowaliśmy plany sal gachu głównego na poszczególnych piętrach. Spośród zasobów wyselekcjonowaliśmy 214 obrazów z trzech galerii – sztuki śląskiej, polskiej i europejskiej. Następnie dla każdego z tych dzieł wytworzyliśmy film-przewodnik z polskim lektorem. W sumie powstało ponad 6 godzin narracji. Każdy materiał został zaprojektowany tak, aby prowadzić wzrok zwiedzającego po kluczowych detalach płótna i kończyć się pytaniem do głębszej refleksji. Co niezwykle ważne, każdy z tych filmów przeszliśmy i zweryfikowaliśmy w specjalnym narzędziu recenzji. Ten panel jest dostępny dla muzeum. Całość zamknęliśmy w intuicyjnej aplikacji uruchamianej przez kod QR, która nie wymaga instalacji żadnych dodatkowych programów ani zakładania konta. Aplikacja ta oferuje zwiedzającym spersonalizowane ścieżki, rozpoznawanie obrazów ze zdjęć oraz możliwość swobodnej rozmowy o sztuce.

Interfejs aplikacji

Sztuczna inteligencja w muzeum nieuchronnie rodzi pytania i obawy o rzetelność merytoryczną oraz utratę kontroli muzeum nad narracją. Jak z perspektywy instytucji wygląda nadzór nad tym, co AI opowiada o zebranych w zbiorach dziełach?

Maciej Sobczak: Od samego początku wyszliśmy z założenia, że naszą fundamentalną zasadą jest: technologia proponuje, ale ekspert decyduje. Technologia ma wspomagać kadrę muzealną, a nie ją zastępować. Podczas wrześniowego pilotażu nasz zespół imprv.ai wykonał wstępny przegląd oraz produkcję filmów, jednak docelowo gotowe narzędzie recenzji oddajemy bezpośrednio w ręce kuratorów, edukatorów i muzealników. Żaden film nie ma prawa trafić do publiczności bez wyraźnego zatwierdzenia przez pracownika muzeum.

Proces ten jest niezwykle prosty i precyzyjny. Jeśli kurator dostrzeże w przygotowanym materiale błąd merytoryczny lub uzna, że tempo opowieści o danym detalu wymaga korekty, zostawia krótką uwagę przypiętą bezpośrednio do konkretnej sekundy nagrania. System uwzględnia te uwagi i generuje poprawioną wersję filmu dosłownie za grosze. Dzięki temu rozwiązaniu muzeum w pełni zachowuje suwerenność i całkowitą kontrolę nad opowieścią, jaką przekazuje swoim gościom.

Przejdźmy do perspektywy samego zwiedzającego. Jak wygląda jego doświadczenie od momentu wejścia do muzeum? Jak zdejmujecie z niego te wszystkie bariery technologiczne i logistyczne, które zazwyczaj towarzyszą tego typu nowatorskim rozwiązaniom?

Maciej Sobczak: Zależało nam na tym, aby zlikwidować jakiekolwiek tarcia, nie ma tu więc aplikacji do pobrania, skomplikowanych formularzy rejestracyjnych, wypożyczalni tradycyjnych audioprzewodników ani kolejek po słuchawki. Wszystko zaczyna się od kodu QR, na który odbiorca natrafia w naturalnych punktach przestrzeni muzealnej. Może to być elegancka sztaluga z reprodukcją zaraz przy wejściu, która wygląda jak część ekspozycji, kod na blacie kasy lub na bilecie. Podczas wrześniowego eksperymentu był to kod QR udostępniany w punkcie obsługi wydarzenia.

Od zeskanowania kodu do uruchomienia pierwszego filmu mija niecała minuta. Odbiorca ląduje na prostej stronie w przeglądarce telefonu – bez zakładania konta i bez wpisywania haseł. Widzi tam tylko jedno, fundamentalne pytanie: „Co chcesz przeżyć?”. I tu zaczyna się właściwa magia. Zwiedzający może wpisać własne zdanie na klawiaturze albo podyktować je głosem. Podczas wrześniowego eksperymentu osoby, które wolały zainspirować się gotowymi motywami, miały do wyboru pięć propozycji: miłość i namiętność, spokój natury, bunt i wolność, groza i mrok oraz polska historia. 

Na tej podstawie sztuczna inteligencja w kilka sekund dobiera z katalogu dziesięć dzieł i tworzy osobistą ścieżkę zwiedzania. Co kluczowe, system nie układa ich według klucza chronologicznego, lecz w logicznym porządku poruszania się po budynku – piętro po piętrze, sala po sali. Każdy przystanek na trasie zawiera komplet informacji: tytuł, autora oraz dokładną lokalizację obejmującą budynek, piętro, galerię i numer sali. Przed rozpoczęciem spaceru aplikacja prosi o założenie własnych słuchawek, aby zanurzyć się w opowieści lektora i nie zakłócać spokoju innym przebywającym w galerii. W ten sposób powstaje doświadczenie całkowicie unikalne. Nie ma tu dwóch takich samych wizyt, ponieważ trasa nie jest wybierana z gotowej listy, lecz generowana na życzenie. Najlepiej ilustruje to fakt, że na 15 ścieżek wygenerowanych podczas pilotażu pod hasłem „miłość i namiętność”, system stworzył aż 14 różnych zestawów dzieł, sięgając łącznie po 29 obrazów. Ta sama galeria zamieniła się w zupełnie inną opowieść dla każdego zwiedzającego.

Gdy użytkownik dociera do wybranego punktu na swojej ścieżce, jak wygląda jego bezpośredni kontakt z dziełem? Jak aplikacja towarzyszy mu przed płótnem?

Maciej Sobczak: Każdy przystanek na trasie został zaprojektowany w oparciu o trzy proste kroki. Najpierw aplikacja pomaga bezbłędnie dotrzeć do celu – wskazuje skrzydło, piętro, numer sali oraz wyświetla czytelny plan z wytyczoną trasą od poprzedniego punktu.

Gdy zwiedzający staje przed obrazem, uruchamia się kluczowy element – trwający około dwóch minut film-przewodnik. Kamera w subtelny sposób „jeździ” po reprodukcji w rytm głosu lektora, wskazując kluczowe detale, które łatwo byłoby ominąć gołym okiem. Całość kończy się pytaniem do głębszej refleksji, które zostaje z widzem na dłużej. Co niezwykle istotne, zwiedzający w każdej chwili mogą też zadać własne pytanie dotyczące dzieła. Mogą zapytać o historię, technikę, symbolikę czy powiązane prace. System odpowiada na nie, opierając się wyłącznie na zweryfikowanych faktach z muzealnego katalogu. W tym rozwiązaniu nie ma miejsca na domysły.

To podejście brzmi jak całkowite przeciwieństwo tradycyjnych aplikacji, które zmuszają nas do wpatrywania się w ekrany smartfonów. Jak na to reagowali uczestnicy?

Maciej Sobczak: Dokładnie o to nam chodziło. Telefon ma zostać w dłoni, a oczy mają patrzeć na oryginał. Film-przewodnik jest przeznaczony przede wszystkim do słuchania: lektor mówi, gdzie skierować wzrok, a ekran ma tylko pomagać odnaleźć konkretny detal.

Potwierdzają to dane z ankiet i statystyk wrześniowego eksperymentu. Uczestnicy spędzili łącznie blisko osiem godzin bezpośrednio przy dziełach, słuchając filmów i odpowiadając na pytania. Osoby, które po eksperymencie wypełniły ankiety  zgodnie wskazały, że przewodnik pokazujący detale to największa zaleta systemu. Nie pojawiła się ani jedna odpowiedź wskazująca, że tempo narracji było zbyt szybkie. To dowód na to, że w tym modelu technologia znika, a na pierwszym planie pozostaje autentyczne spotkanie z obrazem.

A co w sytuacji, gdy zwiedzający zboczy z wyznaczonej trasy albo przyciągnie jego uwagę obraz, którego nie było na pierwotnie wygenerowanej ścieżce?

Maciej Sobczak: Od początku zakładaliśmy, że odbiorca nie może być w żaden sposób uwięziony w narzuconych ramach zaproponowanej ścieżki zwiedzania. Jeśli zaciekawi go jakikolwiek obraz w galerii spoza dobranych przez AI, wystarczy, że użyje przycisku „Skanuj” i zrobi mu zdjęcie. Aplikacja natychmiast rozpozna dzieło i od razu wyświetli dedykowany film-przewodnik oraz umożliwi rozmowę o tym obiekcie. Jednym dotknięciem ekranu można dodać to dzieło do swojej ścieżki jako kolejny przystanek. Dodatkowo wprowadziliśmy funkcję dodawania dzieł do „Ulubionych” – kliknięcie ikony serduszka pozwala zachować wybrane dzieła sztuki w swoim profilu. Dla zwiedzającego to wspaniała pamiątka z wizyty, a dla instytucji bezcenny sygnał mówiący o tym, które obrazy czy eksponaty ludzie chcą zatrzymać w pamięci na dłużej.

Z kolei dzięki opcji udostępniania, całą trasę można przekazać drugiej osobie za pomocą jednego kodu QR. Dzięki temu pary, rodziny czy grupy szkolne mogą przeżywać tę samą opowieść i wędrować tą samą trasą, zachowując jednocześnie komfort zwiedzania. Każdy może odkrywać sztukę we własnym tempie i we własnych słuchawkach.

Przyjrzyjmy się wynikom. Jak ten jednodniowy eksperyment z publicznością przełożył się na liczby i jak należy je interpretować?

Maciej Sobczak: Zanim przejdziemy do konkretów, muszę uczciwie zastrzec kwestię metodologiczną. Pilotaż trwał jeden dzień, dlatego wszystkie wyniki dotyczące publiczności traktujemy w raporcie jako sygnał kierunkowy, a nie twardy dowód statystyczny. Zupełnie inaczej wygląda kwestia produkcji. Liczby dotyczące samych filmów, czasu ich trwania czy procesu powstania pochodzą wprost z systemowych rejestrów i można je w pełni zweryfikować.

A co pokazują te dane z 12 września? W dniu pilotażu odnotowaliśmy 28 realnych sesji zwiedzania, przy czym jednostką jest tu urządzenie.  Część osób wędrowała w parach, dzieląc jeden telefon, co oznacza, że faktyczna liczba uczestników doświadczenia była nieco wyższa. Goście spędzili w aplikacji łącznie ponad 13 godzin odtwarzając filmy aż 1216 razy. Co niezwykle budujące, wszystkie osoby ankietowane po eksperymencie wystawiły całemu doświadczeniu najwyższą średnią ocenę 5,0/5 i w 100% zadeklarowały, że chciałyby skorzystać z takiego rozwiązania ponownie.

System zarejestrował również 14 otwarć ścieżek po godzinie 23:00. Ludzie wracali do swoich tras w domach, by jeszcze raz przejrzeć obejrzane dzieła. To pokazuje, że doświadczenie muzealne nie kończy się w momencie wyjścia przez bramki.

Postawiliście na zwiedzanie dyktowane emocjami, a nie chronologią. Co pokazały wybory publiczności, czego ludzie szukają w muzeum, gdy mogą wybrać własną opowieść? Jak reagowali zwiedzający na tę propozycję?

Maciej Sobczak: Zaskakująco i bardzo kreatywnie! Użytkownicy tworzyli spersonalizowane trasy za pomocą własnych zapytań i haseł, wpisując je lub dyktując. Do dyspozycji mieli zarówno zestaw gotowych, zaproponowanych przez nas tematów ścieżek, jak i pełną swobodę tworzenia własnych haseł. Na 81 ułożonych ścieżek pojawiły się aż 24 różne motywy.

Jedną z propozycji z gotowego katalogu była właśnie „miłość i namiętność”, która cieszyła się największą popularnością i pokonała tradycyjną „polską historię” w stosunku 15 do 10. Co więcej, pod tym samym hasłem system wygenerował 14 zupełnie różnych zestawów dzieł na 15 zamówień. Obok gotowych tematów – takich jak „spokój natury”, „bunt i wolność” czy „groza i mrok” – zwiedzający chętnie wpisywali własne hasła: „smutek”, „radość istnienia”, „psy” czy „kwiaty i słońce”. To najlepszy dowód na to, że współczesna publiczność szuka w muzeum przede wszystkim punktu zaczepienia dla swoich aktualnych stanów emocjonalnych.

A co o samych wyborach zwiedzających mówią twarde dane analityczne z tego dnia? Które dzieła, tematy czy obszary kolekcji przyciągnęły najwięcej uwagi?

Maciej Sobczak: Aplikacja mierzy faktyczny czas spędzony z dziełem, realną uwagę przy obrazie, a nie tylko pojedyncze kliknięcie. To są unikalne dane, których muzeum dotąd po prostu nie miało. Wyniki pokazały wyraźnie, że sztuka polska stała się absolutnym magnesem dla zwiedzających, przyciągając aż dwie trzecie całej uwagi. Uczestnicy spędzili w galerii sztuki polskiej aż 4h 55 min przy 734 odtworzeniach. Bezdyskusyjnym królem okazał się Jan Matejko, który odpowiada za co szóste odtworzenie w całym pilotażu, gromadząc na swoim koncie 1 godz. 20 min łącznej uwagi i 207 odtworzeń. Absolutnym rekordzistą oglądalności stał się obraz „Carowie Szujscy wprowadzeni przez Żółkiewskiego”, który zanotował aż 83 odtworzenia i średnio 23 minuty skupienia przy płótnie. Z kolei najdłużej pojedynczy widzowie oglądali „Spotkanie” Władysława Podkowińskiego. Ciekawym sygnałem dla instytucji jest też fakt, że galeria sztuki śląskiej – mimo posiadania 36 filmów – zebrała niecałe 6% uwagi.

Czyli platforma to nie tylko innowacyjne narzędzie dla samych gości, ale też zupełnie nowa, unikalna wiedza analityczna dla samego muzeum?

Maciej Sobczak: Dokładnie tak. Aplikacja dla zwiedzających to zaledwie połowa rozwiązania, podczas gdy drugą połową jest dedykowana konsola dla instytucji. Do tej pory muzea opierały się w swoich decyzjach programowych czy aranżacyjnych głównie na intuicji, nie wiedząc dokładnie, jak tłum przemieszcza się po salach, które przestrzenie są puste, a które przeżywają oblężenie.

Nasza konsola spina całą kolekcję, sale, filmy oraz ścieżki w jeden spójny system. Muzeum zyskuje podgląd na żywo – widzi m.in., ilu gości aktualnie przebywa w budynku i na poszczególnych piętrach, które sale mają największe obłożenie, przed którymi dziełami ludzie zatrzymują się najdłużej oraz czego aktualnie szukają, wpisując własne hasła w aplikację. Co niezwykle istotne, cały ten rejestr odwiedzających opiera się na anonimowych identyfikatorach urządzeń – nie wymaga żadnych danych osobowych, dzięki czemu dba o prywatność odbiorców (Privacy by Design), a jednocześnie dostarcza instytucji twardych, mierzalnych danych do sprawozdań, wniosków grantowych czy planowania przyszłych wystaw.

Moduł dla muzeum pokazujący ruch zwiedzających na żywo, liczbę gości w budynku i na każdym piętrze.

Spójrzmy w przyszłość. Co pokazują wnioski z tego eksperymentu? Jakie plany rozwoju wiążą się z tą platformą?

Maciej Sobczak: Eksperyment, który był jednocześnie pilotażem naszego rozwiązania, dał nam bardzo jasną diagnozę. Przekłada się ona bezpośrednio na rekomendacje dla samego Muzeum Narodowego we Wrocławiu, ale też otwiera niezwykle szeroką perspektywę na działania w skali globalnej – z myślą o wdrożeniu tego modelu w innych instytucjach muzealnych w Polsce i na świecie.

W wymiarze wrocławskim pilotaż dostarczył konkretnych i natychmiastowych wskazówek, które można zamknąć w kilku kluczowych wnioskach. Po pierwsze, katalog jest w pełni gotowy do rozszerzenia. 214 wyprodukowanych filmów to dopiero początek, a proces ten można łatwo skalować na wszystkie 2 288 obiektów z cyfrowego katalogu Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Po drugie, koszty technologiczne w skali instytucji są wręcz symboliczne, co jest kluczową informacją w kontekście suwerenności budżetowej muzeów. Po trzecie, potwierdziło się, że ludzie szukają emocji, a nie epok. 7 na 9 ankietowanych doceniło skupienie na emocjach, podczas gdy samą „nowoczesną technologię” wskazało zaledwie 4 z 9 respondentów.

Eksperyment ujawnił wyzwania przestrzenne: aż 40% czasu wizyty pochłonęło szukanie właściwych sal w budynku. Stąd naszą pierwszą rekomendacją dla Muzeum jest poprawa oznaczenia sal w galeriach, a kolejną – stworzenie dedykowanej ścieżki po niedocenionej galerii sztuki śląskiej.

Publiczność okazała się niezwykle gotowa na nowe rozwiązania i sama podsunęła nam pomysły na rozwój, takie jak wersja dla dzieci czy trasy okolicznościowe w rodzaju „randki w muzeum”. Pamiętamy, że 28 sesji zwiedzania to sygnał kierunkowy, dlatego rekomendujemy też powtórzenie pomiaru na większej grupie przed podjęciem ostatecznych decyzji inwestycyjnych.

Jeśli zaś chodzi o rozwój platformy w skali globalnej, udowodniliśmy, że uniwersalny język emocji – szukanie „miłości”, „buntu” czy „spokoju” – działa niezależnie od geografii. Platforma została zaprojektowana tak, by dowolne muzeum mogło wdrożyć technologiczną suwerenność i własną narrację w zaledwie kilka tygodni.

Kluczowym modułem, nad którym obecnie pracujemy z myślą o muzeach w Polsce jest tryb przewodnika. Chcemy, aby te same filmy i fakty pracowały również w rękach edukatorów, kuratorów czy przewodników muzealnych, aby mogli elastycznie skomponować trasę pod temat wycieczki, udostępnić ją grupie jednym kodem QR i korzystać z interaktywnej „karty dzieła” na tablecie. Bo w naszym rozwiązaniu technologia nie ma zastępować ludzi, lecz dawać muzeum i jego pracownikom zupełnie nowe możliwości opowiadania o sztuce

Podsumowanie

Eksperyment zrealizowany w Muzeum Narodowym we Wrocławiu rzuca nowe światło na przyszłość technologii w przestrzeniach wystawienniczych. Pokazuje, że sztuczna inteligencja w muzeum nie musi stanowić konkurencji dla autentycznego obcowania ze sztuką ani zagrażać autorytetowi kuratorów. Użyta świadomie, z poszanowaniem suwerenności instytucji i w oparciu o humanocentryczne podejście, staje się pomostem pomiędzy emocjami zwiedzającego a wielką historią zamkniętą w muzealnych murach.

Dla sektora kultury to jasny sygnał: przyszłość nie należy do technicznych nowinek dla samego efektu „wow”, lecz do rozwiązań, które pozwalają sztuce przemawiać własnym głosem, a widzowi odnajdywać w niej samego siebie.

——————

Artykuł powstał we współpracy z zespołem realizującym projekt „AI poprowadzi Cię ludzkimi ścieżkami sztuki” w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Pod naszym patronatem

Impreza plenerowa – Poznańska Py...

11.10.2026 r. godz. 11.00-17.00 Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-...

WYSTAWA „DYRYGENT X MUZY Z RADOMIA. AN...

Czas trwania: 9 października 2026 – 30 grudnia 2026 r. Kurator ekspozycji: M...

Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radom...

25 września 2026godz. 17:00Rynek 11Na wernisaż wstęp bezpłatny Kuratorka wys...

Naukowy Plac Zabaw 2026

Już 2 sierpnia 2026 roku, w godzinach 10:00–13:00, Muzeum Przyrody i Techniki w...

XIV Festiwal Blues pod Piecem – zakońc...

Już od trzynastu lat ostatnia sobota sierpnia rozbrzmiewa bluesem. Co ciekawe p...