Poznanie Moniki Radeckiej to jak odkrycie perły operowego świata. Młoda, skromna, a jednocześnie pełna pasji i wrażliwości śpiewaczka, która zaskakuje nie tylko dojrzałością głosu, ale i głębokim zrozumieniem postaci, które wciela do życia na scenie. Jej debiut w Operze Wrocławskiej w roli Cio-Cio-San w „Madame Butterfly” Giacomo Pucciniego jest nie tylko technicznym osiągnięciem, ale przede wszystkim poruszającą podróżą emocjonalną, którą Monika dzieli z publicznością. Zapraszamy do przeczytania tego niezwykłego wywiadu, w którym solistka opowiada o swoim artystycznym świecie, pracy nad rolą i relacji z wrocławską sceną.
Alicja Czyżewska Kania: Gratuluję debiutu w Operze Wrocławskiej i wcielenia się w tak wymagającą i wręcz ikoniczną postać jaką jest Cio-Cio-San. Czy opera werystyczna to Pani świat?
Monika Radecka.: Opera romantyczna, a zwłaszcza werystyczna, jest najbliższa mojemu sercu. To w tych partiach czuję się najlepiej. Puccini to mój ulubiony kompozytor, a „Madame Butterfly” to już trzecia jego opera, w której mam przyjemność występować. Wcześniej wcielałam się w Mimi w „La Bohème” oraz w tytułową rolę w „Siostrze Angelice”. Co mnie fascynuje w weryzmie? Prawda. To dramatyczne dzieła pełne emocji, które docierają prosto do serca. W takich operach mogę w pełni wyrazić siebie – zarówno wokalnie, jak i aktorsko.
A.C.K.: Czy utożsamia się Pani z bohaterkami, w które się Pani wciela? Czy są takie, które uznaje Pani za wyjątkowe?
M.R.: Zawsze staram się znaleźć w postaci coś, co pozwoli mi z nią współodczuwać. Praca nad rolą to dla mnie nie tylko śpiew, ale też gra aktorska. Dążę do tego, by być dobrą śpiewaczką i jednocześnie dobrym aktorem – żeby muzyka i emocje były nierozerwalnie ze sobą splecione. Każda rola, którą śpiewam, musi być prawdziwa, bo tylko wtedy można w pełni oddać jej głębię.
A.C.K.: Jak czuje się Pani w roli Cio-Cio-San? Czy udało się Pani znaleźć tę nić między wokalnym a aktorskim wymiarem postaci?

M.R.: Tak, absolutnie. Cio-Cio-San to rola, w której czuję się naturalnie. Może dlatego, że jestem jedną z młodszych odtwórczyń tej partii – mam 26 lat. W pierwszym akcie, gdy Cio-Cio-San jest jeszcze bardzo młoda, szczerze autentyczna, to dla mnie bardzo ważne, by oddać jej niewinność i świeżość. Ale wraz z rozwojem opery, dorasta ona emocjonalnie, staje się kobietą silną i zdeterminowaną. Staram się, aby każdy gest, każdy dźwięk niósł autentyczność. To właśnie emocje, te skrajności między delikatnością a siłą, tworzą pełnię postaci Cio-Cio-San.
A.C.K.: Cio-Cio-San to postać pełna sprzeczności – niewinna, a jednocześnie niezwykle silna. Jak Pani odnajduje równowagę między jej młodzieńczą naiwnością a dojrzewającą w niej determinacją i odwagą?
M.R.: Cio-Cio-San jest dla mnie wyjątkowa właśnie przez tę swoją złożoność. Z jednej strony mamy jej dziewczęcą naiwność, to czyste, nieskalane zakochanie. Ale jest też w niej ogromna siła i determinacja, która rozwija się na oczach widza. W drugim akcie, kiedy czeka na Pinkertona, widzimy kobietę rozdwojoną między wiarą w miłość a desperacją. Pokazanie tej przemiany jest dla mnie kluczowe.
A.C.K.: Jak wyglądała Pani współpraca z orkiestrą pod batutą Daniela Smitha oraz zespołem Opery Wrocławskiej?
M.R.: Praca z Maestro Danielem Smithem to niewątpliwie błogosławieństwo. Jest niezwykle ciepłym, wspierającym dyrygentem, któremu mogłam zaufać od pierwszej próby. Współpraca z nim i całą orkiestrą Opery Wrocławskiej to dialog pełen wrażliwości i energii. Czułam, że wspólnie tworzymy coś wyjątkowego – każde wejście orkiestry potęgowało emocje, które starałam się przekazać publiczności. Bez takiego wsparcia trudno byłoby oddać pełnię tej roli. Zespół Opery Wrocławskiej przyjął mnie niezwykle ciepło, a atmosfera współpracy i wzajemnego wsparcia tylko dodała mi skrzydeł.
A.C.K.: Jakie emocje chciałaby Pani przekazać publiczności w swojej interpretacji Cio-Cio-San? Czy jest jakiś moment, który jest dla Pani szczególnie ważny?
M.R.: Chcę, aby widzowie poczuli prawdę. Żeby każde ich wzruszenie było szczere. W tej operze każdy znajdzie coś dla siebie – miłość, ból, determinację, nadzieję. Najważniejsze jest dla mnie to, by widzowie opuszczali teatr poruszeni. „Madame Butterfly” ma w sobie coś magicznego – to muzyka, która przenika serce i duszę. A ja chcę, by moja interpretacja była mostem, który pozwoli widzom zbliżyć się do tych emocji.
Nie można przejść obojętnie obok takiej interpretacji. Monika Radecka w roli Cio-Cio-San to obietnica widowiska, które na długo pozostawia nas w stanie refleksji. Zapraszamy do Opery Wrocławskiej, aby przeżyć tę poruszającą historię już 4 i 6 kwietnia.
Alicja Czyżewska-Kania
Kierownik Działu Promocji
Rzecznik Prasowy
Opera Wrocławska