„Okres międzywojenny i II wojna światowa na ziemi wodzisławskiej” – to tytuł najnowszej wystawy stałej jaką można oglądać w Muzeum w Wodzisławiu Śląskim. Wśród eksponatów znalazł się oryginalny pasiak jednego z mieszkańców Wodzisławia Śląskiego. Ekspozycja to nie tylko zbiór archiwalnych, fotografii i dokumentów – to przede wszystkim lustro, w którym odbija się dramat ludzkich losów, i okno, przez które patrzymy na tragiczne, bolesne dziedzictwo XX wieku.
Wystawa to opowieść o czasie, w którym Wodzisław był niewielkim miastem na krańcach II Rzeczypospolitej – położonym tuż przy granicy z Niemcami i Czechosłowacją. O życiu codziennym, rozwoju miasta, polskich i niemieckich społecznościach, organizacjach, patriotyzmie i narastających napięciach, które w 1939 roku doprowadziły do wojny i okupacji. 1 września 1939 roku do Wodzisławia wkroczył Wehrmacht. Miasto otrzymało nazwę Loslau, zniknęły polskie symbole i nazwy ulic, a mieszkańcy zostali poddani rzeczywistości okupacyjnej.
Najbardziej dramatyczne, nieludzkie rozdziały tej historii zapisały się jednak na początku 1945 roku. To właśnie przez Wodzisław Śląski poprowadził jeden z najtragiczniejszych szlaków ewakuacyjnych hitlerowskich Niemiec. W dniach 17–23 stycznia 1945 roku Wodzisław Śląski stał się stacją docelową dla pieszych „Marszów Śmierci” z obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau oraz jego podobozów. Około 56 tysięcy skrajnie wycieńczonych więźniów pędzono w mrozie przekraczającym minus 20 stopni Celsjusza. Tysiące zginęły na trasie z wycieńczenia lub od strzału w tył głowy. W samym Wodzisławiu Śląskim, w rejonie stacji kolejowej, gdzie więźniowie godzinami czekali na mrozie na otwarte wagony węglowe, śmierć zebrała kolejne żniwo – według badań historyków bezpośrednio w mieście zginęło wtedy około 50 bezbronnych ofiar. Dziś zbiorowa mogiła przy ulicy Ofiar Oświęcimskich to niemy świadek tamtego bezmiaru cierpienia.
- – Być może dojdą Państwo do wniosku, że ta historia, która przetoczyła się przez miasta, wsie i pola naszego regionu, dotknęła wielu miejsc, pozostawiła kości w zimnych rowach – jest nie do zrozumienia, a przez to nie do opowiedzenia. Dlatego podjętą przez wodzisławskie Muzeum inicjatywę odnalezienia i utrwalenia śladów marszu śmierci więźniów Auschwitz przez Wodzisław Śląski długo traktowaliśmy jako osobistą potrzebę oddania czci tym bohaterskim kobietom i mężczyznom, bez względu na ich narodowość i wyznanie. Chcemy, abyście Państwo tę opowieść po prostu przyjęli – mówił podczas otwarcia Sławomir Kulpa, dyrektor Muzeum.

Niedługo później, w lutym i marcu 1945 roku, na miasto spadł ostateczny, niszczycielski cios. Zaciekła obrona Wehrmachtu, który zamienił miasto w twierdzę, oraz potężne natarcie artyleryjskie i lotnicze Armii Czerwonej wraz z 1. Czechosłowacką Samodzielną Brygadą Pancerną doprowadziły do apokalipsy. Gdy 26 marca 1945 roku ustały walki, Wodzisław Śląski był gigantycznym gruzowiskiem. Historyczna starówka i Rynek zostały zniszczone w blisko 80 procentach. Kamienice, które stały tu od stuleci, wypalano miotaczami ognia. Z powodu skali zniszczeń nasze miasto zyskało bolesne miano „małej Warszawy”.
Co najgorsze, ta brutalna bitwa o miasto pociągnęła za sobą dramatyczne straty ludnościowe. Inicjując badania nad tą wystawą, zależało mi, abyśmy zobaczyli te dramaty przez pryzmat konkretnych liczb. W samych tylko bombardowaniach i walkach ulicznych w 1945 roku zginęło około 100 cywilnych mieszkańców Wodzisławia. Setki innych straciły życie na frontach II wojny światowej, w obozach koncentracyjnych, więzieniach lub zaginęły bez wieści. Dla tak małej społeczności, jaką był przedwojenny Wodzisław, była to demograficzna katastrofa, która rozdarła setki tutejszych rodzin.
Na wystawie zobaczymy oryginalny pasiak więźnia KL Auschwitz pochodzącego z Wodzisławia, przedmioty codziennego użytku z obozu, dokumenty, mundury oraz liczne pamiątki i artefakty pozwalające spojrzeć na historię przez pryzmat konkretnych ludzi i ich doświadczeń.
Jasne i namacalne dowody tej tragicznej przeszłości możemy oglądać dzięki zaangażowaniu wielu rąk.Eksponaty pochodzą ze zbiorów Muzeum w Wodzisławiu Śląskim, Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz kolekcji prywatnych pana Andrzeja Prokopa i pana Macieja Gruszki.
- – Historia bywa abstrakcyjna, kiedy patrzy się na nią z perspektywy wielkich podręczników. Staje się jednak boleśnie dotkliwa, gdy uświadomimy sobie, że te dramaty działy się na progach domów, które mijamy każdego dnia. Ta wystawa ma nam przypomnieć, że granica między bezpiecznym, codziennym życiem a absolutnym barbarzyństwem jest niezwykle cienka. Pamiątki, które za chwilę Państwo zobaczą – pasiak, obozowy pejcz czy twarz uwięzionego człowieka – to nie są zwykłe eksponaty. To materialne dowody na to, do czego zdolny jest człowiek, gdy pozwoli się, by nienawiść i tępota zbrodni przejęły władzę nad prawem i empatią – dodał dyrektor Muzeum Sławomir Kulpa.


