Adrian Olearczyk
Preparaty mokre budzą skrajne emocje. Dla jednych są fascynującym świadectwem historii nauki i muzealnictwa, dla innych – problematycznym reliktem dawnych metod przechowywania zbiorów. Niezależnie od ocen, jedno pozostaje niezmienne: preparaty mokre należą do najbardziej wymagających obiektów muzealnych pod względem konserwatorskim. Ich stan techniczny często decyduje nie tylko o wartości ekspozycyjnej, lecz także o bezpieczeństwie zbiorów i personelu.
Czym są preparaty mokre w muzealnej codzienności?
Mówiąc najprościej, są to obiekty biologiczne (zwykle zoologiczne, anatomiczne, botaniczne lub patologiczne) przechowywane w cieczach konserwujących – najczęściej w alkoholu lub formalinie. W muzeach przyrodniczych, medycznych czy akademickich stanowią często pozostałość dawnych kolekcji naukowych i dydaktycznych.

W praktyce konserwatorskiej szybko staje się jasne, że preparat mokry nie jest jednym obiektem, lecz całym układem. Składają się na niego materiał biologiczny, płyn konserwujący, pojemnik oraz towarzysząca mu dokumentacja – w tym etykiety. Każdy z tych elementów starzeje się inaczej i każdy może stać się źródłem problemów, jeśli zabraknie regularnej kontroli.
Najczęstsze problemy konserwatorskie
W praktyce muzealnej preparaty mokre rzadko są obiektami bezproblemowymi. Najczęściej mamy do czynienia ze zmętnieniem lub zmianą barwy płynu, jego stopniowym ubywaniem i odsłanianiem części preparatu, rozszczelnieniem słojów, korozją metalowych elementów, deformacjami i fragmentacją tkanek oraz z osadami biologicznymi i chemicznymi. Osobną kategorię stanowią pozostałości dawnych metod konserwacji, które dziś budzą uzasadnione obawy – także z punktu widzenia BHP.

Wiele z tych procesów przebiega powoli i przez długi czas pozostaje niezauważonych. Problem ujawnia się dopiero wtedy, gdy preparat ma trafić na wystawę, do digitalizacji albo na rutynową kontrolę. I wtedy często okazuje się, że prostych rozwiązań już nie ma.
Etykieta – nośnik informacji
W kontekście konserwacji preparatów mokrych uwaga skupia się zwykle na samym obiekcie i płynie. Tymczasem równie istotnym, a często pomijanym elementem są etykiety. To one bardzo często decydują o wartości naukowej i historycznej preparatu – nawet wtedy, gdy sam obiekt zachował się jedynie fragmentarycznie.
Stare etykiety zawierają informacje, których nie da się dziś odtworzyć w inny sposób: dawne nazewnictwo taksonomiczne, daty i miejsca pozyskania, nazwiska badaczy lub preparatorów, a czasem także krótkie, odręczne uwagi dotyczące sposobu utrwalenia. Zdarza się, że kilka słów zapisanych ołówkiem jest jedynym śladem kontekstu, w jakim obiekt trafił do zbiorów.
Z konserwatorskiego punktu widzenia etykiety są jednak wyjątkowo wrażliwe. Wykonane z papieru niskiej jakości, zapisane tuszem lub atramentem żelazowo-galusowym, źle znoszą kontakt z wilgocią, oparami alkoholu czy formaliny. Te umieszczone wewnątrz naczynia ulegają stopniowej degradacji, natomiast etykiety zewnętrzne często się ścierają, odspajają lub giną podczas nieprzemyślanych prac porządkowych.

Pomiędzy autentycznością a odpowiedzialnością
Jednym z trudniejszych aspektów konserwacji preparatów mokrych jest znalezienie równowagi między zachowaniem ich historycznego charakteru a spełnieniem współczesnych standardów bezpieczeństwa. W starszych zbiorach nadal spotyka się wysokie stężenia formaldehydu, prowizoryczne zamknięcia czy naczynia, które dziś budzą uzasadnione wątpliwości.


Ten sam preparat przed i po zabiegach konserwatorskich, ilustrujących stabilizację stanu zachowania i przywrócenie czytelności obiektu. fot A. Olearczyk
Każda decyzja konserwatorska powinna być poprzedzona analizą konkretnego przypadku. Nie istnieje jeden uniwersalny schemat postępowania i, moim zdaniem, to właśnie ten brak prostych odpowiedzi sprawia, że praca z preparatami mokrymi wymaga tak dużego doświadczenia i ostrożności.
Konserwacja preparatów mokrych to nie rutyna
Z zewnątrz może się wydawać, że konserwacja preparatu mokrego sprowadza się do wymiany płynu lub oczyszczenia naczynia. W praktyce są to jedynie końcowe etapy znacznie bardziej złożonego procesu.
Kluczowa jest ocena stanu chemicznego płynu, kondycji tkanek, relacji między preparatem a pojemnikiem oraz stanu zachowania etykiet. Równie ważna pozostaje dokumentacja – brak informacji o wcześniejszych ingerencjach często utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia właściwe zaplanowanie dalszych działań. W takich sytuacjach konserwator porusza się po omacku, starając się nie pogorszyć stanu obiektu.

Co istotne, zaniechanie działań bywa równie ryzykowne jak nieprzemyślana interwencja. Preparat, który dziś „jeszcze wygląda dobrze”, za kilka lat może być nie do uratowania.
Dlaczego warto przyjrzeć się swoim zbiorom już teraz?
Wiele muzeów odkłada temat preparatów mokrych na później, traktując je jako marginalną część kolekcji. Tymczasem są to obiekty, które szybko reagują na zmiany temperatury i wilgotności, starzeją się w sposób trudny do przewidzenia i odwrócenia oraz mogą stanowić realne zagrożenie chemiczne przy niewłaściwym przechowywaniu.
Regularna ocena stanu zachowania i konsultacje ze specjalistą pozwalają zaplanować działania etapami, dostosowanymi do budżetu i możliwości instytucji, zamiast reagować dopiero w sytuacji kryzysowej.

Preparaty mokre jako potencjał, nie problem
Odpowiednio zabezpieczone i opracowane preparaty mokre mogą stać się jednym z najbardziej intrygujących elementów ekspozycji – przyciągając uwagę odbiorców i opowiadając historię nauki, medycyny czy przyrody w sposób autentyczny i poruszający.
Warunkiem jest jednak świadome podejście konserwatorskie, oparte na wiedzy, doświadczeniu i dialogu z muzeum.

